Archiwa tagu: powieść polska

SPOTKANIE AUTORSKIE Z OKAZJI PREMIERY POWIEŚCI „MIASTO Z LODU”

Kochani,

serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie z okazji premiery mojej nowej powieści.

Spotkanie odbędzie się w czwartek 11 września 2014 r w Galerii Bałtyckiej na ul. Grunwaldzkiej 141 w Gdańsku w salonie Empiku.

Prowadzi Iwona Demska

Będzie mi niezwykle miło jeśli przyjdziecie i razem będziemy świętować! :-)

miasto z lodu

miasto z lodu

1385684_10202212976474164_1952195814_n

Nagroda Age of Reading dla „dziewczynki, która widziała zbyt wiele”

 

Jest mi niezmiernie miło poinformować, że moja książka „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” na Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach 2013 otrzymała nagrodę fundacji Age of Reading, przeznaczaną dla powieści, która porusza tematykę wykluczenia.

Fundacja Age of Reading promuje czytelnictwo wśród osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. Jednym z jej założeń jest wiara, że książka może zmienić komuś życie. Założenie piękne, szczytny cel i dlatego tym bardziej cenna jest dla mnie ta nagroda.

Dziękuję bardzo!

Powieść była również nominowana do nagrody głównej Pazura oraz do nagrody Czytelniczek.

Przypomnę, że „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” to opowieść o rodzeństwie, Ani i Aaronie, których matka choruje na depresję. Kiedy trafia do kliniki, brata i siostrę bierze do siebie ich ciotka. Jej dom, który dziewczynka pamięta jako niezwykle piękny, wypełniony sztuką i antycznymi meblami, staje się miejscem przemocy i dramatycznej walki. Kto ochroni rodzeństwo, gdy wszystkie granice zostaną przekroczone? Czy dziecięca wyobraźnia Ani pozwoli jej zapomnieć o wydarzeniach w zamkniętym pokoju? Czy Aaronowi uda się ochronić swoją siostrę?

Poruszająca powieść o ludziach, których życie było piekłem… aż w końcu miłość pokonała strach. Pamiętaj, że zawsze dasz sobie radę z własnym „potworem” pod warunkiem, że przestaniesz się go bać.

Małgorzata Domagalik

To książka tyleż ważka, co przerażająca. Historia zwykłej rodziny, w której nic nie jest proste. Jak z puszki Pandory wysypują się nieszczęścia i wstydliwie skrywane tajemnice: samobójcza śmierć ojca, depresja matki, przemoc fizyczna i psychiczna wobec dzieci. Z rodzinną traumą próbuje zmierzyć się nastoletnia Ania. Stawia sobie jasny cel: unicestwić demony nękające jej brata Aarona. Aby to osiągnąć, złamie prawo ludzkie i boskie – by prawda i sprawiedliwość zatriumfowały. Tylko czy na sprawiedliwość nie jest już za późno? Dziewczynka, która widziała zbyt wiele – nie przegapcie jej. To książka ważna. Żywy język, świetne nakreślone portrety, proste dialogi – tak o rzeczach trudnych trzeba pisać. Polecam gorąco, choć po tej lekturze nic już nie będzie takie samo.
Anna Dmowska, miesięcznik „Claudia”

Zapraszam do oglądania zwiastuna powieści:

http://www.youtube.com/watch?v=IYGmDjkRTJE

Zapraszam również do oglądania zdjęć z planu filmowego zwiastuna powieści:

395719_354496011247126_416341577_n 398412_354496391247088_1109730147_n 400922_354498251246902_1399684920_n 403084_354494847913909_600453101_n 408996_354495784580482_1182527971_n

Oczywiście zapraszam też do czytania książki:

352x500

Gala rozdania nagród na Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach 2013:

1381609_480198628754882_1286835380_n 1385348_10202212978994227_1662264596_n 1385684_10202212976474164_1952195814_n 1377513_10202212978914225_164637824_n 1385241_10202212980594267_1601829166_n

 

 

 

 

Patchwork – wzór na materiał Marty Haby.

 

Wiele się teraz mówi na temat self publishingu, a liczba książek wydanych za własne pieniądze, albo przy udziale finansowym pisarza rośnie w siłę. Chciałabym powiedzieć, że to dobrze, ponieważ wiele wydawnictw, które „sponsorowały” powieści – upadło, kilku zmieniło profil wydawniczy, obecnie ciężko jest zadebiutować na „normalnym” rynku książkowym i na „normalnych” zasadach, gdzie pisarzy nie ponosi kosztów wydania swojej książki. Prawdopodobnie właśnie tak bym powiedziała: że to dobrze, ponieważ self publishing daje szansę tym pisarzom, którzy nie spotkali się z entuzjazmem „normalnych” wydawców. Jednak nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ uważam, że wydawnictwa, które proszą pisarzy o partycypację w kosztach wydania powieści, są wobec nich nie w porządku.

Przyczyn, dla których tak twierdzę, jest kilka, ale podam dwie główne:

1. Wydawnictwa pobierające opłaty od pisarzy – takie odnoszę wrażenie – nie robią „odsiewu” złych książek od dobrych. Na rynek wchodzą więc też pozycje słabe, które normalnie nie miałyby szans przejść przez sito redaktorskie. Takie książki trafiają na półki w księgarniach, mamią ładnymi okładkami, trafiają w ręce czytelników i myślę, że głęboko rozczarowują, a może nawet zniechęcają do dalszego sięgania po nieznane tytuły i nowe nazwiska.

2. Książki te często nie mają dobrej redakcji.

Nie jest to wina pisarzy, ale wydawców i to do nich pragnę skierować swoje słowa. Według mnie nieuczciwie jest brać pieniądze za produkt, który nie ma szansy się podobać, a robić korektę tak, by „nie urazić” pisarza i „lekko wygładzić tekst” to dla mnie działanie kompletnie niezrozumiałe. Uważam, że redakcja tekstu jest najważniejszym punktem działań przy pracach wydawniczych, sama ucząc coachingu powieści i redagując teksty dla agencji literackiej Manusktypt widzę, jak wiele można zdziałać, pracując nad tekstem. Z mojej pracy wyniosłam też wiedzę, że pisarze najczęściej chcą się uczyć, pragną, by ich teksty były coraz lepsze i wierzą w swoje książki, dlatego próbują je wydać za wszelką cenę, skłaniając się ku partycypowaniu w kosztach ich wejścia na rynek. Myślę też, że ufają, iż redaktor pisząc „powieść wydamy” wie, co robi i nie mydli im oczu, tylko uważa, że książka ma realne możliwości spodobania się czytelnikowi. Na pewno też śpią spokojnie po redakcji tekstu, wierząc, że jest dobra, szczególnie, że za nią zapłacili. Tymczasem to błąd, ponieważ self publishing często zdaje się łechtać nadzieje pisarzy, ale nie rozwija ich tekstów. Nie dba o jakość. Nie dba też o to, by wydawać tylko dobre pozycje.

 

Patchwork_Marta-Haba,images_big,31,978-83-7722-598-1

 

Nie zapytałam Marty Haby, czy partycypowała w kosztach wydania powieści „Patchwork”, ale nazwa wydawnictwa podsunęła mi tę myśl. Nie zapytam o to i teraz, pisząc tę recenzję, ponieważ w przypadku Marty nie możemy rozmawiać w kategoriach „dobrej” albo „złej” redakcji i self publishingu „złego”, czy „dobrego”. Autorka napisała piękną rzecz, liryczną, nastrojową, wartościową, która powinna była zostać wydana i mam ogromną nadzieję, że autorka raczej zarobi na tej pozycji niż do niej dołoży.

„Patchwork” to reportaż z życia kilku kobiet, które w pewnym momencie zaczynają mówić „jednogłosem”. Ciężko określić jego formę jako powieść, albo opowiadania. Mamy tu bowiem kilka różnych historii, które Autorka zszywa ze sobą nitką, tworząc oryginalny wzór, który mnie zachwycił. Przede wszystkim spodobał mi się poetycki i jednocześnie bardzo trafny język powieści. Autorka uderza nastrojami książki, humorami bohaterek oraz wrażeniem, że są one snute tu i teraz, na naszych oczach. W powieści pojawiają się ogromne emocje. Jesteśmy świadkami trudnych relacji, ciężkich wyborów, które skłaniają czytelnika do myślenia – a to jest niestety rzadkie we współczesnym książkowym świecie i za to należą się Marcie duże brawa.

O czym jest Patchwork?

O miłości, o podróży w głąb siebie, o nadziejach i poszukiwaniu własnych korzeni. Młoda kobieta porzuca męża i dziecko dla dziwnej relacji z pisarzem. Mijają lata i jej córka, Michalina, postanawia dowiedzieć się, dlaczego matka dokonała takiego wyboru. Musi przede wszystkim odnaleźć człowieka, który odebrał jej rodzinę. Puka do drzwi i…

Porwała mnie ta historia. Jest subtelna, a chwilami mocna. Porusza i zmusza do zastanowienia się nad sensem życia, nad tym, co jest naprawdę dla nas ważne i bez czego człowiek nie potrafi się obejść. Obala schematy kobiecego świata i jednocześnie podsuwa trudne rozwiązania. Gdzie bowiem znajduje się granica miłości? Czy kochać można tylko jedną osobę? Czy miłość może zrekompensować brak porozumienia? – takie pytania stawia przed nami Autorka i przez wszystkie strony powieści czytelnik szuka na nie odpowiedzi. W prozie Marty pojawia się też sugestia, że to przypadki decydują o najważniejszych sprawach. Mi spodobała się zawarta w niej myśl, że być może istnieją światy równoległe i wcale nie wiedziemy tylko jednego życia.

Marta Haba opowiedziała swoją historię w taki sposób, jakby pisała z potrzeby serca. Podoba mi się, że Autorka nie baczy na współczesną modę, na to, co może się spodobać czytelnikowi, a co nie. To nie jest łatwa książka, trzeba uważnie śledzić w niej słowa, niczego nie pomijać, ponieważ inaczej możemy się zagubić. Bardzo lubię takie powieści, gdzie pisarz wymusza na mnie skupienie. Warto wiedzieć, że Patchwork to debiut prozatorski Marty Haby. Uważam, że należą się za niego Autorce gratulacje. Serdecznie polecam!

Milosc_pod_Psia_Gwiazda-1376526530709

O miłości, okładkach i czarnej magii

Milosc_pod_Psia_Gwiazda-1376526530709

Anna Łacina swoją powieścią „Miłość pod psią gwiazdą” mówi nam, że nie ma znaczenia, czy bohater posiada siedemnaście lat, trzydzieści siedem czy siedemdziesiąt – jego marzenia są niemal takie same, a zdrada boli równie mocno. W rozmowie z Anią, którą mam nadzieję niedługo przytoczyć w całości, usłyszałam od niej, że lubi młodzież i rozumie ich problemy, ale zawsze w swoich powieściach przemyca też bohaterki drugoplanowe – dorosłe. Wiem, że Ania czyta książki „rodzinnie”: z mężem i z synem. Myślę więc, że po jej powieści również mogą sięgnąć czytelnicy małoletni jak i ci, którzy już dawno przekroczyli trzydziestkę 😉

Czekałam na „Miłość pod psią gwiazdą”, ponieważ niedawno w ręce wpadła mi inna książka Ani, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tamtą, zatytułowaną „Czynnik miłości” czytałam jak wariatka do trzeciej w nocy, aż skończyłam, niepomna na to, że na szóstą rano miałam nastawiony budzik do pracy. Historia, zadawałoby się banalna, opowiadała o losach kilku bohaterów: dziewczyny, która założyła sobie konto internetowe, tworząc fałszywą tożsamość, co bardzo skomplikowało jej świat. Druga bohaterka kochała się w Edwarcie Cullenie ze „Zmierzchu” i nagle na posesję jej rodziców wprowadził się chłopak, wyglądający jak Edward i… ze skrzącą jak Edward skórą. W powieści znalazła się też historia matki, której mąż nie kochał tak, jak powinien był kochać… Wzruszałam się i śmiałam, a każdą stronę pochłaniałam i wprost nie mogłam się doczekać, kiedy spotkam się z Autorką i będę mogła jej powiedzieć, że napisała naprawdę świetną powieść. Okazja się w końcu nadarzyła. Wyznałam Ani, że „Czynnik miłości” mnie zachwycił, a ona odparła, że właśnie napisała książkę, którą można uznać za dopełnienie „Czynnika” – „Miłość pod psią gwiazdą”. Książka ta dokańcza kilka historii z „Czynnika” i jednocześnie rozwija nowe opowieści. Co jednak najważniejsze, jest równie dobra jak jej poprzedniczka.

czynnik miłości, łacina, powieść dla młodzieży, edward cullen, zmierzch

 

Znowu mamy krąg kilku osób. Magda, ta sama, która w „Czynniku” stworzyła sobie fałszywą tożsamość, tym razem staje się obiektem westchnień chłopaka z jej szkoły. Andrzej nie umie się dobrze ubrać, ma nadwagę i jest pośmiewiskiem klasy, ale pewnego dnia pod jego stopy spada kartka z wierszem, która odmieni mu życie. Pojawiają się ciekawi bohaterowie drugoplanowi, na przykład Lucyna, dorosła kobieta, która całe życie gotuje i opiekuje się swoim bratem, nie dostrzegając, że nie zbudowała przez to własnego życia. Jest Pies – zły pies, którego Magda wykorzysta do rzucenia uroku na nauczyciela. I jest piękny chłopak, który jednak nie potrafi okazać uczuć.

Powieść przenosi nas w czasy szkoły i tamtejszych problemów. Ci, którzy mają ten etap za sobą, będą mieli możliwość przypomnieć sobie, jak to jest, gdy czas rozmowy z przyjaciółką wyznaczał lekcyjny dzwonek, albo jakie to uczucie, gdy nie można podejmować decyzji o swoim życiu a dorośli, którzy podejmują tę decyzje za nas, wcale nie wydają się być mądrzejsi od siedemnastolatków. Ci czytelnicy, którzy chodzą jeszcze do szkoły, poczują się tak, jakby czytali o sobie. Dzięki „Miłości pod psią gwiazdą” będą mogli rozejrzeć się wokół i dostrzec osoby takie, jak Andrzej czy Robert – które czekają na dobre słowo czy ciepły gest, żeby się przed nami odsłonić i pokazać swoje dobre strony.  Autorka otwiera nam też oczy na fakt, że problemy siedemnastolatków nie różnią się tak bardzo od problemów bohaterów dorosłych. Wszyscy marzą, by być kochanymi i znaleźć swoje miejsce w świecie. W powieści pojawia się też szczypta magii. Uroki i zaklęcia wydają się wpływać na losy bohaterów, zmieniając ich rzeczywistość. A rzeczywistość kreowana przez Łacinę wcale nie jest cukierkowa. Każdy bohater boryka się z problemami, które niekiedy wydają się ponad jego siły. Bohaterowie szukają szczęścia tam, gdzie go nie znajdą, biegają za marzeniami, które, gdy przychodzi do ich spełnienia, nie wydają się jak we śnie. Jednocześnie Łacina łączy ścieżki bohaterów, tworząc z nich przyciągający uwagę wzór, który w końcu staje się dla nas czytelny.

Czytając książki Ani, ciągle się zastanawiam, dlaczego nie widzę ich w Empikach, czemu nie jest o nich głośniej w necie? Mamy tu przecież wszystko, co powinno stanowić o sukcesie powieści. Jest świetna konstrukcja fabuły, są realni, współcześni bohaterowie, naturalne dialogi, świetne młodzieżowe teksty. Mamy właściwie cały świat, wykreowany przez Autorkę tak precyzyjnie, że można dać się oszukać i uwierzyć, że faktycznie istnieje osiedle, gdzie w jednym, z wieżowców mieszka Magda; jest taki dom, w którego oknie zaraz zobaczymy Patrycję, a tamten chłopak z czarnym, eleganckim parasolem to przecież Robert. Co ważniejsze, powieści Łaciny nie są płytkie, mają kilka warstw, między innymi świetnie rozwiniętą warstwę psychologiczną oraz społeczną, otwierają oczy na ważne problemy, zmuszają, by spojrzeć tam, gdzie nie chcemy patrzeć i dostrzec to, od czego normalnie odwracamy wzrok. Dzięki Łacinie dostrzegamy ludzi na wózkach inwalidzkich, choroby, przemoc, porwanie, złe warunki w schroniskach dla zwierząt. Czego więc im może brakować?

Według mnie dobrej okładki.

Nasza Księgarnia zaproponowała czytelnikom „białą” serię książek, która chociaż bardzo ładna graficznie, bliższa jest gustom dwunastolatków, niż osiemnastolatków. Szkoda, ponieważ powieści Łaciny wydają się być skierowane właśnie do starszego odbiorcy i myślę, że to licealiści oraz studenci czerpaliby z nich największą przyjemność. Powinnam teraz powiedzieć, że okładka to drobiazg bez znaczenia i odpuścić. Ale nie mogę, ponieważ jako pisarka doskonale wiem, że okładka jest niezwykle ważna. Jeśli książka nie trafi we właściwe ręce, nie zostanie właściwie odebrana. Boję się, że tak może się stać z książkami Ani. Nie mogę więc odżałować, że nie są „pakowane” w grafikę bliższą na przykład cyklowi „Gone” Michaela Granta. Mówię o tym dlatego, ponieważ chciałabym zachęcić do sięgnięcia po „Miłość pod psią gwiazdą” te osoby, które lubią dobre, wielowarstwowe powieści, a omijają wzrokiem „białą serię”. Proszę mi uwierzyć, że pod dziecinną okładką znajduje się „dorosła” treść, która na pewno Wam się spodoba.

 

1862_lacina_4pak